Öszibarack
♫ wtorek, Kwiecień 28th, 2009Wrocławska formacja powstała w 2004 roku, za sprawą czwórki muzyków: DJ Patrisii (wokalistki zespołu Husky), producenta i kompozytora Agima, perkusisty Zmazika i basisty i VJa Tomka.
Swoją karierę rozpoczęli od umieszczenia utworu Skirst Up w zabawnej komercyjnej reklamie HEYAH (Kuźnia). Zaraz potem utwór ukazał się na singlu, który już teraz przechodzi do polskich pozycji kultowych wytwórni 2.47 records prowadzonej przez leadera Agressivy69, Bodka Pezdę.
Singiel ten promował ich debiutancki album Moshi Moshi, który ukazał się jesienią 2004 roku. Album zawiera 13 idealnie dobranych utworów stanowiących jednolitą całość. Muzyka utrzymana w stylistyce IDM (inteligentnej muzyki tanecznej, electro-pop).
Muzyka prezentowana przez Öszibarack jest bez wątpienia oryginalnym zjawiskiem na rodzimym rynku. Brzmienie grupy skupia w sobie zarówno delikatne dźwięki fortepianu, jak i charakterystyczne brzmienia syntezatorów oraz akustyczno-elektryczną sekcję. Rozpiętość brzmień i budzących przez nie skojarzeń jest dość szeroka. W niektórych fragmentach doszukać się można swoistej emocjonalnej kontry wychodzącej naprzeciw niedawnej fali popularności electro-popu. Emocje równie wzburzone, ale o ileż delikatniej podane i bardziej wysublimowane! Jest w tym trochę pastiszu i przekory wobec głównego nurtu muzyki elektronicznej, który miał zastąpić na początku tego wieku wszystko, co kojarzyło się z „dawnymi czasami żywych wykonawców”. Elektroniczne brzmienia i niepokojąca, trochę mroczna atmosfera, jaka cechuje niektóre z utworów, zbliża ją do muzyki ilustracyjnej. Dużo jest w tej muzyce swoistej „teatralności”. Teatralności, która dzięki przeróżnym dźwiękowym rekwizytom przywodzi trochę na myśl Herberta oddartego z click-house’owej folii, która tak przyjemnie szeleści. Może to efekt surowej produkcji i grających „wprost” instrumentów? Jeśli można przyrównać ten zestaw utworów do spektaklu, to może byłby to spektakl o samotności i pozornej bliskości jaka jest kwintesencją życia artysty na myśl kotkę zaklętą w… mechanicznej pomarańczy, czy może raczej brzoskwini.
Po imponującym debiucie Moshi, moshi, który zaskoczył krytyków i polski rynek muzyczny koncepcją i brzmieniem, formacja Öszibarack powraca w 2008 z nowym albumem Plim plum plam. Podobnie jak w przypadku debiutu muzykę cechuje bezkompromisowe podejście do formy i nieszablonowe pomysły aranżacyjne. Stylistycznie rozpięta jest pomiędzy minimalowym studium w Anchor up a dojrzałym, leniwym electro-pop w Stop calling me, którego pozazdrościć mógłby wrocławianom sam Goldfrapp.
Muzyka z Plim plum plam wpisuje się w estetykę klubową, ale wyrasta ponad format muzyki użytkowej. To raczej postmodernistyczny teledysk, w którym klubbing jest jednym z ujęć, ale nigdy nie stanie się obrazem dominującym. Kolory tego teledysku są zdecydowanie żywe, ale dramaturgia utworów nie akcentuje wyłącznie optymistycznych kadrów. Sięgając głębiej i przypatrując się szczegółom Point blank, zauważymy, jak rozedrgane dźwięki magicznego instrumentu theremin nadają temu teledyskowi iście Lynchowski suspens!
Zastosowanie dęciaków może kojarzyć się z wycieczką Öszibarack w stronę nu-jazzu, ale tak nie jest, gdyż aranżacje i klimat utworów ciążą wyraźnie w stronę popu. Nie utożsamiajmy jednak grupy z piosenkami okupującymi playlisty komercyjnych rozgłośni w naszym kraju. Mówiąc „pop”, myślimy bardziej o BBC Radio One i linii programowej związanej z nurtem ambitnym, balansującym pomiędzy niemiecką elektroniką a angielskim dystansem i luzem.
Połączenie różnych stylistyk i zderzenie epok, zabawa kiczem i ucieczka przed przewidywalnością skumulowane w jedenastu utworach. Öszibarack to nowe spojrzenie na eklektyzm, który pieczołowicie wydestylowany z patosu pokazuje, ile jeszcze może zdarzyć się w muzyce wbrew obawom krytyków.
Öszibarack – Skirts Up



